Jest to unijny program, który zakłada wytyczenia w Europie obszarów, ma których środowisko jest szczególnie chronione. Ma to pomóc m. in. w ochronie zagrożonych gatunków.
- Na tym właśnie polega paradoks, ekologiczne elektrownie nie mogą powstać, bo na przeszkodzie stoi Natura 2000, która też ma chronić środowisko - mówi Tadeusz Arkit, małopolski poseł PO, który wraz z innym posłem, Witoldem Kochanem napisał interpelację w tej sprawie do ministra środowiska. Dołączył też inny poseł PO, Andrzej Gut-Mostowy. Wszyscy chcą wiedzieć dlaczego nie wydaje się pozwoleń na budowę małych elektrowni, skoro cały kraj ma zapóźnienia w stosunku do reszty krajów Unii.
- Wydaje mi się, że powodem jest brak dokładnych map Natury 2000 i urzędniczy strach przed błędem - mówi Arkit. Do posłów docierały sygnały, że urzędnicy rozpatrujący wnioski często podejmują odmowne decyzje jedyne na podstawie przypuszczeń o szkodliwych skutkach inwestycji na obszar chroniony.
- Zdarza się też, że decyzje odmowne są wydawane nawet gdy przedsiębiorcy przedstawiają ekspertyzy wskazujące, że inwestycja będzie miała pozytywny wpływ na środowisko - uważa poseł Witold Kochan.
Jan Bachelda z Zakopanego ma taką jedną elektrownię. Teraz chciałby postawić drugą.
- W Małopolsce na pozwolenie wodno-prawne czeka się 7 lat - mówi Bachleda, który jest członkiem Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych. - Gdy opowiadam kolegom z innych krajów, jak to u nas wygląda, chwytają się za głowy - mówi.
Zgadza się z tym Andrzej Masny, dyrektor departamentu środowiska w Urzędzie Marszałkowskim. - Na pozwolenia czeka się bardzo długo. Potrzebne są zmiany, np. wydawanie pozwoleń w trybie uproszczonym - przyznaje Masny.
Teraz taki projekt opiniuje gmina, w której ma powstać elektrownia. Następnie wniosek jest przesyłany do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która ma wydać decyzję w jaki sposób inwestycja wpływa na środowisko. - Jako gmina wysłaliśmy już wiele dokumentów, jednak jakie są dalsze losy tych inwestycji nie chcę mówić, bo musiałbym się rumienić za tych, którzy są wyżej ode mnie - przyznaje Stanisław Ślimak, wójt gminy Szaflary.
Posłowie i inwestorzy czekają na odpowiedź ministerstwa środowiska.
Źródło: Polska Gazeta Krakowska, Onet Biznes
