Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Jeżeli nie jesteś elektrykiem zadaj pytanie tutaj. Dyskusja na innych forach wymaga odpowiedniego przygotowania zawodowego.
Regulamin forum
Jeżeli nie jesteś elektrykiem zadaj pytanie tutaj. Dyskusja na innych forach wymaga odpowiedniego przygotowania zawodowego. Zalecenie aby wezwać Elektryka z uprawnieniami zawsze wynika z troski o Twoje bezpieczeństwo. Jeżeli nie rozumiesz tego co robisz - nie ryzykuj życia!
Styks
Rozmówca
Rozmówca
Posty: 6
Rejestracja: śr cze 05, 2019 21:40

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: Styks » czw cze 06, 2019 2:13

Witam.

Co prawda piszę w dziale dla nie-elektryków, jednak jestem magistrem elektrotechniki. To forum dotyczy głównie instalacji elektrycznych, a ja ukończyłem zupełnie inną specjalność (instalacji elektrycznych miałem cały jeden semestr), dlatego postanowiłem pisać tutaj żeby gdzie indziej nie zamieszczać ewentualnych głupot.

Aby założyć ten temat skłonił mnie remont mieszkania u moich teściów, których namówiłem przy okazji na wymianę instalacji elektrycznej. Przy demontażu starej, okazało się że żyli oni na "tykającej bombie". Należy się cieszyć że nikogo nie poraził prąd ani nie doszło do pożaru. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że stan instalacji elektrycznej (co prawda jedynie w kuchni i łazience, ale jednak) był sprawdzany regularnie co 5 lat na zlecenie administracji osiedla i nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości.

Oto lista "niedociągnięć":
- Rozdzielnica w mieszkaniu: elektryk przysłany przez administrację wymienił bezpieczniki topikowe na bezpieczniki automatyczne 10 A dla oświetlenia i 16 A dla gniazd. Na pierwszy rzut oka wyda się że postąpił jak najbardziej prawidłowo, ale trzeba mieć na uwadze że instalacja elektryczna była z 1968 roku i według tego co było napisane na łącznikach oświetlenia i gniazdach, były one przystosowane odpowiednio do obciążeń maksimum 6 A i 10 A. Takie zabezpieczenia powinny być do nich dobrane, a te które dobrał nie miałyby szans zadziałać przy rzeczywistych przeciążeniach.
- Łazienka: brak gniazd bryzgoszczelnych (IP44), gniazda ze stykiem ochronnym ale jednocześnie brak wykonania w nich "zerowania" przy układzie sieci TN-C, do gniazd tych podłączona pralka automatyczna z metalową obudową, okazjonalnie odkurzacz
- Kuchnia: gniazda ze stykiem ochronnym ale jednocześnie brak wykonania w nich "zerowania" przy układzie sieci TN-C, do gniazd tych podłączona lodówka z metalową obudową, zmywarka, prodiż, czajnik elektryczny, ponadto jedno z gniazd spalone, a drugie które "iskrzyło" zdemontowane, przewody pod napięciem zamiast usunięcia były zakryte glazurą
- Pomieszczenie gospodarcze: zamrażarka i kuchenka mikrofalowa z metalowymi obudowami podłączone do gniazd bez styku ochronnego
Do tego gniazda osadzone krzywo, bez użycia puszek (po prostu w wyciętym otworze) i wskutek tego wypadające ze ścian, nieudolnie przytwierdzane do nich za pomocą kropelki i taśmy samoprzylepnej. Ponoć tak elektryk z administracji radził jak co i rusz przychodził wymieniać przepalone gniazda. Instalacja oświetleniowa zrobiona przewodami aluminiowymi o przekroju 1 mm2, gniazda w kuchni i łazience zasilane miedzianymi o przekroju 1,5 mm2, w pokojach i pomieszczeniu gospodarczym - aluminiowymi o przekroju 1,5 mm2. Izolacja w sporej części popalona, przewody poskręcane. 2 zabezpieczenia na całe mieszkanie 66 m2: oświetlenie i gniazda (wspomniane wcześniej bezpieczniki automatyczne). Podobno jakiekolwiek prace związane z instalacjami elektrycznymi przez blisko 50 lat wykonywali elektrycy podsyłani przez administrację, jeden jedyny raz teść wezwał "pana" z ogłoszenia na klatce schodowej i pożałował tego bo tak wymienił gniazdo, że spalił się niemal nowy rubin.
Jak taka instalacja przez tyle lat mogła być dopuszczona do użytku???

Jak wyglądały kontrole instalacji elektrycznej?
Mieszkam na tym samym osiedlu i mniej więcej pamiętam przebieg tych "kontroli" (a przynajmniej jak wyglądało to u mnie). Raz na 5 lat wpada 2 chłopaków (na moje oko studenci 4-5 roku) z miernikami które wyglądają jak elektroniczne próbniki napięcia z Castoramy. Jeden idzie do łazienki, drugi do kuchni. Szybkie dotknięcie styku ochronnego, dioda w mierniku świeci się na zielono i wydaje on pojedynczy dźwięk. Podpis na kartce i po zawodach. Całość trwa ok. 2 minut i więcej czasu zajmuje przywitanie, podpisanie się i pożegnanie niż sprawdzenie stanu instalacji. Podobnie zresztą wyglądało to przy sprawdzaniu instalacji gazowej i otworów wentylacyjnych.
Czemu ma służyć taka "kontrola"??

Wizyta elektryka z administracji:
W związku z remontem i po moich namowach teściowie zlecili specjalistom z uprawnieniami zaprojektowanie, wykonanie i odbiór instalacji elektrycznej w ich mieszkaniu.
Okazało się jednak że aby wyłączyć napięcie w mieszkaniu zabezpieczeniem przedlicznikowym musi przyjechać elektryk z administracji, bo tylko on ma klucz do skrzynki z licznikami.
Przyjechał i zapytał się czemu potrzebujemy wyłączyć napięcie tym zabezpieczeniem. Mówimy mu że jest remont i wymieniana będzie m.in. rozdzielnica w mieszkaniu. Stwierdził że w takim razie też rzekomo musi zrobić to on, bo administracja zabrania wykonywania na własną rękę modernizacji instalacji elektrycznej w mieszkaniu, która wymaga wyłączenia zasilania zabezpieczeniem przedlicznikowym. Nie dał sobie wytłumaczyć, że mieszkanie jest własnościowe (akt notarialny, księga wieczysta, itp.), tylko powiedział nam, że jak się z nim będziemy kłócić to z powrotem załączy napięcie, zamknie skrzynkę i odjedzie. Dla świętego spokoju zgodziliśmy się, bo co innego można było zrobić. Dobrze że był z nami "nasz" elektryk i od razu wyłapał błędy tamtego, bo ten z administracji tak to wszystko podłączył że w praktyce nic nie działało bez użycia zabezpieczenia przedlicznikowego (zamiast połączeń szeregowych były równoległe). Mimo że to "nasz" elektryk pokazał mu jak to ma być wszystko połączone, tamten skasował nas na 700 zł za zrobienie rozdzielnicy z 1 RCD i 7 wyłącznikami "eSami" (osprzęt był już przez nas kupiony). Tak się zarabia.
Gdy poprosiliśmy go o wystawienie faktury VAT i sporządzenie dokumentacji wraz z jego danymi (pieczątka, uprawnienia, itp.), ten dostał ataku szału i stwierdził że kim my jesteśmy, żeby wymagać od niego takich rzeczy. Dopiero postraszenie US poskutkowało i stwierdził że wszystkie te dokumenty będą do odbioru w ciągu 7 dni u administratorki.
Po 7 dniach teść stawił się w administracji osiedla i dowiedział się że pierwsze słyszą o takich praktykach. Po długich naciskach administratorka powiedziała żeby zgłosić się do niej za 2 tygodnie, bo elektryk rzekomo jest na urlopie i dopiero wtedy będzie mógł dostarczyć dokumenty.
Po tych 2 tygodniach teść w końcu odebrał dokumenty. Efekt? Faktura wystawiona nie na 700, a na 400 zł. Dokumentacja bardzo lakoniczna i w dużej mierze mijająca się z prawdą. Co najbardziej bezczelne, wszystko to wystawione przez innego człowieka niż u nas był. Ten który był u nas prawdopodobnie nie jest elektrykiem (o uprawnieniach nie wspominając), bo jego firma jest zarejestrowana jako jednoosobowa działalność remontowo-budowlana, która w PKD ma podane posadzkarstwo i tynkowanie, natomiast o robotach przy instalacjach elektrycznych nie ma nic wspomniane. Stąd zapewne to zamieszanie z wystawieniem dokumentów.
Złożyliśmy odwołanie od dokumentacji, ciekawe co nam odpowiedzą. Ponoć mają miesiąc czasu.

Moje wnioski są następujące:
1. Nie trzeba być nie wiadomo jakim specjalistą, aby stwierdzić że okresowe "kontrole" dokonywane przez firmy wynajmowane przez administracje osiedli, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe są robione "po łebkach" i z prawdziwymi kontrolami mają bardzo niewiele wspólnego. Są robione z poczucia obowiązku, ich przejście jest czystą formalnością i mają za zadanie zaspokajać czyste sumienie organów je zlecających. Organy zlecające te "kontrole" chcą oczywiście zaoszczędzić też środki na ich opłatę, więc wynajmują najtańsze firmy, które bardzo często nie mają odpowiednich narzędzi do ich przeprowadzania, zaś samego sprawdzenia dokonują "tresowane małpki", które wiedzą jedynie jak mają zareagować w zależności od zachowania się urządzenia pomiarowego, a nie mają stosownych kwalifikacji żeby tego typu czynności wykonywać. Później pod tego typu "kontrolą" podpisuje się ktoś, kto ma do tego uprawnienia. Gdy za jakiś czas coś stanie się jakiemuś użytkownikowi instalacji, zawsze będzie można powiedzieć że ten niewłaściwie ją użytkował (dokonywał przeróbek, używał niesprawnych urządzeń, itp.).
Inna sprawa że taki stan rzeczy odpowiada też użytkownikom instalacji, zwłaszcza w starym budownictwie. Gdyby rygorystyczny kontroler nie dopuścił do użytku (lub dopuścił warunkowo uzależniając to od jak najszybszej modernizacji) 80% instalacji w 50-letnim bloku, to zostałby oskarżony (podobnie jak organ to zlecający) o próbę wyciągnięcia pieniędzy od schorowanych emerytów i samotnych matek z dziećmi.
Trzeba więc postępować "zgodnie" z prawem i jednocześnie tak, żeby klienci byli zadowoleni. Wszystko działa, więc nie ma problemu.
2. Elektrycy zatrudniani przez administracje osiedli, spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe są jednocześnie hydraulikami, płytkarzami, tynkarzami i murarzami. W rzeczywistości są więc "elektrykami". Zmuszanie mieszkańców do korzystania z ich usług w niektórych sytuacjach w czasie remontu we własnościowym mieszkaniu jest nadużyciem i zapewne spowodowane tym, że owi "fachowcy" dzielą się potem zyskiem z władzami osiedla. Świadczy o tym zamknięcie skrzynki z licznikami na klucz, do której dostęp ma tylko "elektryk" z administracji. Oficjalnie - względy bezpieczeństwa ze względu na kradzieże instalacji elektrycznej i energii. W rzeczywistości - zmuszanie mieszkańców do korzystania z usług tego "elektryka", którego naklejki z numerem telefonów są porozklejane po całej klatce schodowej.
Przeważnie likwidują oni też skutki problemów, a nie ich przyczyny, co w sumie po części jest winą mieszkańców, bo chcą mieć problem rozwiązany jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem.
Z reguły też wszystkie wymiany gniazdek, wyłączników, bezpieczników przez takich "fachowców" są dokonywane bez wystawiania rachunków (o dokumentacji już nie wspomnę), a w administracji nie ma żadnego śladu, że taka wizyta miała miejsce. Gdy użytkownik instalacji jest bardzo czepliwy i czepia się o dokumenty, jest brany "na zmęczenie", aż w końcu załatwią mu dokumenty od osoby która ma wymagane zezwolenia żeby taką działalność prowadzić.
Odpowiedzialność? Patrz punkt nr 1.

Moje pytania natomiast:
1. Instalacja elektryczna na klatce schodowej u moich teściów była modyfikowana pomiędzy 2011-2013 rokiem. Obecny układ sieci to prawdopodobnie TN-C-S. W związku z tym czy:
a) brak RCD przy zabezpieczeniu przedlicznikowym jest niedozwolony czy dozwolony?
b) dobrane zabezpieczenie przedlicznikowe to wyłącznik nadprądowy C20 - czy jest on dobrany prawidłowo pod względem charakterystyki czasowo-prądowej? O ile pamiętam do obiektów mieszkalnych raczej stosuje się te o charakterystyce B, natomiast C stosuje się bardziej do urządzeń o zwiększonym prądzie rozruchowym.
2. Gdzie można zgłaszać "elektryków", osoby zlecające im prace na terenie bloków mieszkalnych i elektryków którzy potem swoim nazwiskiem firmują ich poczynania? Jakie konsekwencje prawne im grożą?

Z góry dziękuję za dyskusję i odpowiedzi.



Post autor: sklep dla Elektryków » teraz

Wyjątkowa promocja
 

domsat
Elektryk Aktywny
Elektryk Aktywny
Posty: 505
Rejestracja: wt wrz 02, 2003 20:04
Lokalizacja: Łódź

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: domsat » czw cze 06, 2019 21:10

Wyjątkowo - bo trzeba pomóc koledze inżynierowi elektrykowi.
Na marginesie - magister elektrotechniki to 1 raz słyszę.
Proszę odpowiedzieć na pytania pomocnicze:
1. od jak dawna i jakiej specjalności jesteś inżynierem elektrykiem ?
2. jak długo znasz teściów, bo rozumiem, że oni mieszkają tam od dawna ? ?
3. jaki jest status własności budynku ?
4. rozdzielnica jest w mieszkaniu a licznik wraz z zabez. p/L na korytarzu ?
5. czy ten elektryk z adm to jest ich pracownik etatowy czy outsourcingowy ?
6. czy w adm jest dział techniczny ?
7. jakież to uprawnienia mieli specjaliści, którzy zaprojektowali (sic!), wykonali i odebrali (sami sobie !) inst. w tym mieszkaniu ?
8. czy wziąłeś pokwitowanie na te skasowane 700,-?
9. co zawierała ta lakoniczna dokumentacja powykonawcza - pomiary, schemat, i kto się tam podpisał ?
Odnośnie jakości kontroli inst. elektrycznych w mieszkaniówce to Twoje spostrzeżenia nie są odkrywcze. Taka jest rzeczywistość stworzona m.in. przez samych elektryków.

domsat
Elektryk Aktywny
Elektryk Aktywny
Posty: 505
Rejestracja: wt wrz 02, 2003 20:04
Lokalizacja: Łódź

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: domsat » czw cze 06, 2019 21:18

Jeszcze uzupełniam:
10. odnośnie Twojego pyt. 2 - do prokuratury ? bo nie bardzo rozumiem tego pytania, nie jest poprawnie sformułowane w j. polskim.
Kwestie techniczne B czy C , RCD itp. itd. pozostawiam forumowiczom lubiącym te zagadnienia.

Awatar użytkownika
STANCA
Ekspert
Ekspert
Posty: 5755
Rejestracja: ndz lut 20, 2005 20:44
Lokalizacja: gmina Kobierzyce

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: STANCA » czw cze 06, 2019 21:24

Art. 271. Poświadczenie nieprawdy
Dz.U.2018.0.1600 t.j. - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny

"Gdyby ludzie wiedzieli jak rzadko zostają zrozumieni woleli by milczeć"

J. W. von Goethe

Styks
Rozmówca
Rozmówca
Posty: 6
Rejestracja: śr cze 05, 2019 21:40

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: Styks » pt cze 07, 2019 11:12

1. Magister elektrotechniki - napisałem w skrócie (mgr inż. elektrotechniki). Po tym jak zrobili studia dwustopniowe, inżynier elektrotechniki to określenie absolwenta studiów pierwszego stopnia, a magister inżynier - drugiego stopnia (przynajmniej w języku młodszych kolegów).
Studia ukończyłem w 2003 roku na specjalności związanej z mikrokontrolerami i systemami pomiarowymi. Pracuję jako programista wbudowanych systemów pomiarowych, więc z prądami większymi niż rzędu miliamperów styczności nie mam - dlatego piszę w tym dziale.
Kiedyś miałem nawet świadectwo kwalifikacyjne SEP E 1 kV, ale to było bardzo dawno temu (w czasie studiów), a ponieważ nie miałem potrzeby z niego korzystać, to go nie odnawiałem (pamiętam za to do dziś, że zebrałem burę od przewodniczącego komisji za stwierdzenie "prąd płynie" - według sędziwego jegomościa "prąd nie płynie, prąd jest", choć na wszystkich zajęciach mówiono "prąd płynie").
2. Teściów jako teściów znam od 2004 roku, a tak ogólnie to niemal całe swoje życie. Można powiedzieć że mieszkają tam od momentu wybudowania bloku, tj. 1968 roku. Jedyne prace konserwacyjne związane z instalacją elektryczną wykonywane przed remontem były związane z wymianą bezpieczników topikowych na automatyczne i wymianą gniazd gdy były one uszkodzone (np. spalone).
Zdaję sobie sprawę że jako absolwent elektrotechniki powinienem ich wcześniej uświadomić, ale z drugiej strony to wszystko wyszło dopiero teraz jak opróżnialiśmy mieszkanie przed remontem. Nie przyszło mi do głowy żeby np. odłączać zamrażarkę i sprawdzać czy jest podłączona do gniazda ze stykiem ochronnym albo zaglądać za łóżko w poszukiwaniu wypadających ze ścian gniazd :cool:
3. Status własności budynku - teściowie mają akt notarialny i księgę wieczystą na mieszkanie, odnośnie gruntu na którym stoi budynek - po tych wszystkich zamieszaniach, dzierżawę wieczystą przekształcono na własność. W każdym bądź razie, jeśli o to chodzi, mają pełne prawo żeby samemu wybierać wykonawcę instalacji elektrycznej na terenie mieszkania i to nie ulega wątpliwości.
4. Rozdzielnica mieszkaniowa (mówiąc potocznie "tablica bezpiecznikowa") z zabezpieczeniami zabezpieczającymi poszczególne obwody w mieszkaniu jest na terenie mieszkania (nad drzwiami wejściowymi). Na korytarzu jest natomiast skrzynka z licznikami i zabezpieczeniami przedlicznikowymi. Skrzynka zamknięta na klucz (zamek z alarmem), ale porobione okienka żeby było widać wskazania licznika. Na skrzynce naklejki z numerem telefonu człowieka podstawionego przez administrację (podającego się za elektryka). Niby względy bezpieczeństwa (kradzieże instalacji i energii elektrycznej), ale w przypadku natychmiastowej konieczności wyłączenia napięcia (gdzie często liczą się sekundy) jest się skazanym na czekanie aż przyjedzie ten ktoś. Podobnie jest w przypadku gdy z jakichś powodów zabezpieczenie przedlicznikowe zadziała - trzeba dzwonić do niego i jeszcze płacić mu za interwencję.
5/6. Dział techniczny jest, siedzi sobie tam dwóch panów którzy po wysłuchaniu petenta kierują sprawę do odpowiedniego człowieka. Trochę to bez sensu, bo numery telefonów do firm obsługujących teren osiedla są podane na tablicy ogłoszeń na klatce schodowej i w jeszcze paru innych miejscach.
A odnośnie "elektryka" z administracji - ma on jednoosobową działalność która prawdopodobnie ma umowę z administracją, tak więc tzw. pracownik "outsourcingowy", etatowym pracownikiem administracji nie jest. Napisałem "elektryka", bo tak jak mówiłem, w PKD jego działalności o instalacjach elektrycznych nie ma nic wspomnianego, na dodatek teść wspominał mi że kiedyś ten pan został też przysłany przez administrację żeby wymienić pękniętą rurę kanalizacyjną w łazience. A przede wszystkim że nie jest to elektryk świadczy też to, jak bronił się przed wystawieniem dokumentacji i faktury po zamontowaniu rozdzielnicy w mieszkaniu.
Ot, zwykły "majster" z własną firmą remontowo-budowlaną, która ma układ z administracją. Tak moim zdaniem to wygląda. A nikt tego nie sprawdza, bo wśród ludzi panuje przekonanie, że jak ktoś czymś się zajmuje, to się na tym zna, a już zwłaszcza jak wysyła go administracja.
7. Teściowie wynajęli 2 firmy w związku z wymianą instalacji elektrycznej.
Firma "A" - projekt (uprawnienia OIIB) i wykonanie (SEP E 1 kV)
Firma "B" - odbiór instalacji (SEP D 1 kV)
Firmy raczej sprawdzone, polecone przez znajomego siedzącego w tych sprawach.
8/9. Pan podający się za elektryka stwierdził że fakturę i dokumentację zostawi u administratorki, bo takie panują zwyczaje w administracji.
Jak to się zakończyło, już wiecie. Zmniejszona kwota na fakturze i dokumentacja podpisana przez zupełnie kogo innego. W dokumentacji opis wykonanych czynności, dobór zabezpieczeń (nie do końca zgodny z prawdą), jakieś pomiary których wcale nie było.
Teść powiedział też że ten pan podający się za elektryka wymieniał im kiedyś gniazda jak były uszkodzone i nigdy nic im nie wystawiał, tylko po prostu brał pieniądze do kieszeni. Z jednym z gniazd problemy były nader często (ponoć końcówki wtyczki od odkurzacza parzyły przy wyciągnięciu z niego), więc ostatecznie teść przestał z tego gniazda korzystać, bo pan "elektryk" za każdą wymianę brał 50 zł, a i tak najdalej po 2 miesiącach musiał zagościć z powrotem (gwarancja do bramy, a za bramą się nie znamy).
10. No chciałbym wiedzieć gdzie można zgłaszać przypadki wykonywania czynności zawodowych bez uprawnień, jak również fakt że administracja zleca prace takim ludziom (i zapewne ma z tego jakąś "działkę").
Podejrzewam że policja i prokuratura, ale może są jakieś inne instytucje, które pomogą w udowodnieniu braku wymaganych uprawnień i kwalifikacji.

domsat
Elektryk Aktywny
Elektryk Aktywny
Posty: 505
Rejestracja: wt wrz 02, 2003 20:04
Lokalizacja: Łódź

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: domsat » pt cze 07, 2019 21:02

Odpiszę w niedzielę wieczorem

domsat
Elektryk Aktywny
Elektryk Aktywny
Posty: 505
Rejestracja: wt wrz 02, 2003 20:04
Lokalizacja: Łódź

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: domsat » ndz cze 09, 2019 22:33

Odpisuję, bo przede wszystkim jestem pod wrażeniem b. szerokiego i rzetelnego opisu problemu.
1/2 - Autorze tematu – już sam sobie odpowiedziałeś, że powinieneś dużo wcześniej zareagować na nieprawidłowości instalacji u teściów, ale akurat ten zakres elektryki Ciebie nie pasjonuje, więc nie znasz wielu nieprawidłowości w tym temacie. Teraz będziesz o tym już pamiętał. Poza tym to niejeden elektryk zawsze i wszędzie nim pozostaje. Specjalista od instalacji ogląda je, czasem fotografuje, komentuje. Ja np. kilka dni temu wykonując modernizację inst. antenowej w domku zajrzałem do rozdzielnicy - oczywiście po zezwoleniu zleceniodawcy i poinformowałem go o niewłaściwych zabezpieczeniach B20A, a ogrzewacza przepływowego tam nie było. To takie „zboczenie” zawodowe. Na marginesie Twojej pracy to wspomnę o znajomym inż. elektryku pracującym w poprzednim ustroju gospodarczo-ekonomicznym w firmie zajmującej się mikroelektroniką. Do transformacji pracowało mu się b. dobrze. Potem zakład upadł i znajomy trafił do zupełnie innej pracy, ale na stanowisku też wymagającym wyższego wykształcenia elektrycznego. Niestety nie miał o niej zielonego pojęcia i dalsza jego kariera zawodowa była marna, a w mikroelektronice zajęcia już nie było. Firmy dalekowschodnie są w zasadzie poza konkurencją.
3 – Jest wolność gospodarcza i nikt nie może narzucać komuś wykonawczy, no może poza specyficznymi, koncesjonowanymi zleceniami, ale oczywiście nie są to prace elektryczne w mieszkaniach.
4 – Rzadko mam zlecenia w budownictwie wielorodzinnym. To nie moja bajka, ale nigdy nie spotkałem się z zamkiem patentowym na zabezpieczeniach przelicznikowych. Zwykle są one zamykane na zamki energetyczne. Każdy elektryk-instalator ma kluczyki do nich i może bez problemu wyłączyć zabezpieczenia przelicznikowe. Chyba, że są to zaplombowane bezpieczniki topikowe to tę czynność należy uzgodnić z lokalnym Zakładem Energetycznym. Administrację to nie może interesować, chyba, że regulamin uchwalony na Walnym Zgromadzeniu mówi inaczej. Dopiero ingerencja w to zabezpieczenie i czasem w listwę wlz wymaga współpracy z adm i ich elektrykiem.
5/6 – Zarząd spółdzielni i administracja dobrze żyje sobie z opłat lokatorów i nic dziwnego, że broni swojego dobrostanu. Przykładem jest blok mojej córki – wszystkie mieszkania są wykupione i kilka lat temu ktoś zaproponował secesję ze spółdzielni i zawiązanie wspólnoty. Okazało się, że ze względu na nieuregulowane kwestie własnościowe części wspólnych to operacja wyłączenia nie jest możliwa. Efekt – wszystkie okoliczne bloki tej spółdzielni są już ocieplone, a blok grożący secesją – nie.
7 – Projekt modernizacja inst. elektrycznej w mieszkaniu to już b. rzadki przypadek . Wg mnie = zbędny wydatek i proszę innych forumowiczów o nie komentowanie tutaj mego zdania., bo to jest osobny temat.
8/9 – Ten samozwańczy „elektryk” po prostu wykorzystał Waszą naiwność i naciągnął na kasę. Adm go obroni bo to jego kolesie. Trochę dziwię się Waszemu elektrykowi, że biernie pozwolił na tę sytuację. Ja bym inaczej zareagował. W takich przypadkach trzeba mieć trochę życiowego sprytu i niestety czasem postąpić po chamsku wobec takich osób. Nie będę opisywał co bym sam zrobił – tu już jest „po herbacie”.
10 – Prokurator lub policja – wątpię , aby ten przypadek ich zainteresował, ale to niech prawnik oceni czy zostały naruszone jakieś paragrafy Kodeksu Cywilnego. Na pewno zainteresowałby się tym Urząd Skarbowy, ale pod warunkiem posiadanie pokwitowania na zapłatę 700,- zł. Bez tego to raczej są marne szanse. No i za doniesienia na US narobimy sobie wrogów = np. nad rankiem zastajemy poprzebijane opony w naszym aucie. Jest też Związek Obrony Konsumentów, ale oni to zajmują się zwykle za szybko schodzonymi butami itp.
Reasumując – przykro mi, ale wg mnie daliście się wykorzystać przez tego „elektryka” i nie za bardzo możecie coś teraz z tym zrobić. A może ktoś inny bardziej oblatany w prawie doradzi coś sensownego. Proszę jeszcze zwrócić uwagę na możliwość posiadanie zaświadczenia kwalifikacyjnego do 1 kV przez w/w „fachowca”.

Styks
Rozmówca
Rozmówca
Posty: 6
Rejestracja: śr cze 05, 2019 21:40

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: Styks » pn cze 10, 2019 19:19

Dziękuję za odpowiedź.

1/2/7. Stan instalacji elektrycznej u teściów był skrzętnie maskowany przez te wszystkie lata, więc miałem ograniczone możliwości interwencji. A co do projektu - był on robiony przez znajomych specjalistów, więc wyszło dość tanio w porównaniu do całego remontu mieszkania, a przynajmniej mamy pewność że instalację dobrze dobrano.

3. Wolność gospodarcza to jedno, a "przepisy" to drugie. Podobno w regulaminie spółdzielni i administracji jest zapis, na który powołał się "elektryk", że wszystkie prace wymagające wyłączenia napięcia zabezpieczeniem przedlicznikowym może wykonywać jedynie osoba upoważniona przez administrację/spółdzielnię.
Co prawda pewnie pierwszy lepszy sąd podważyłby ten zapis bo nie ma on żadnej mocy prawnej, ale powiedzmy szczerze, nikt nie będzie z tym biegał po sądach, raz że koszty, dwa że czas, a trzy strach większości mieszkańców przed gniewem administratorki :lol: .

4. U teściów (i u mnie na klatce zresztą też) wygląda to tak że są w ścianach na korytarzach porobione tzw. piony. W pionie puszczone są przewody instalacji elektrycznej "przed licznikiem" wraz z zabezpieczeniami przedlicznikowymi i licznikiem, przewody instalacji elektrycznej "za licznikiem" idące od licznika do mieszkań, a także elementy instalacji teletechnicznej (kable telefoniczne, kable antenowe). Całość opancerzona wielką, metalową skrzynką. Porobione okienka aby było widać wskazania liczników, zamek jak wcześniej wspomniałem z alarmem, który uruchamia się natychmiast po wykryciu nieudanej próby otwarcia lub uszkodzenia. Kiedyś sąsiadka robiła remont i zadziałało zabezpieczenie przed licznikiem, bo podłączyli za dużo cykliniarek. Robotnicy zaczęli szarpać za drzwi od skrzynki, włączył się alarm i po 15 minutach na miejscu pojawił się owy "elektryk".
Sąsiadka musiała zapłacić 100 zł za interwencję w trybie pilnym, normalnie płaciłaby 50 za przyjazd "elektryka", który otworzyłby drzwi od skrzynki i z powrotem załączył napięcie. Jak dla mnie nie ma to nic wspólnego z bezpieczeństwem, a służy nabijaniu kieszeni "elektrykowi" i administracji (spółdzielni). Pan z zakładu energetycznego powiadomiony o zdarzeniu stwierdził że skrzynka to jest kwestia administracji i jeżeli dopiero im by robili problemy, to oni mają pełne prawo w obecności policji tą skrzynkę zdemontować żeby móc dostać się do instalacji. Klucze do tej skrzynki widziałem że mają też technicy firm telekomunikacyjnych świadczących usługi na terenie bloku.
A z nietypowych rozwiązań, moi dziadkowie w latach 90-tych mieszkali w starej kamienicy, gdzie sporą część lokatorów stanowiły osoby gustujące w napojach wysokoprocentowych i innych używkach. Osoby te mieszkały w lokalach należących do urzędu miasta. Prawdziwą plagą w tej kamienicy były kradzieże prądu, dokonywane właśnie przez te osoby. Dochodziło też do porażeń prądem, bo prowizoryczne "instalacje" składające się ze słabo zaizolowanych przewodów były w niemal całej kamienicy.
Całemu budynkowi prądu nie można było odciąć, bo były jednak osoby które płaciły rachunki. Kiedy jednak w ciągu pół roku pojawiła się trzecia ofiara śmiertelna porażona przez prąd, zadecydowano o przeniesieniu liczników i tego co przed nimi do pomieszczenia znajdującego się na tyłach pobliskiego urzędu pocztowego. Lokatorzy płacący rachunki jednak normalnie dostali klucze, które umożliwiły im dostęp zarówno do liczników, jak i do zabezpieczeń przedlicznikowych. Podobnie było z licznikiem i zabezpieczeniami instalacji oświetleniowej na korytarzach.
Jak się domyślacie, problemu to nie rozwiązało. Złodzieje energii elektrycznej powykręcali żarówki w budynku, wpięli tam "złodziejki" i do swoich mieszkań poprowadzili stamtąd rozgałęziacze. Jako że to była połowa stycznia i straszne mrozy, to grzejniki elektryczne, kuchenki, czajniki, podgrzewacze wody i reszta "mniejszego" sprzętu chodziły na całego. W końcu wybuchł pożar, w efekcie czego było 7 ofiar śmiertelnych. Potem prowadzone było dochodzenie mające wyjaśnić czemu nie zadziałało żadne z zabezpieczeń i nie przerwało przeciążenia. Okazało się że bezpieczniki zabezpieczające obwody były "zawatowane" przez tych złodziei śrubami budowlanymi, a elektrycy przenoszący ten fragment instalacji z kamienicy na teren poczty ani ich nie wymienili ani nie sprawdzili. Były nawet jakieś wyroki bez zawieszenia w tej sprawie i to nie dla kradnących prąd, ale nie pamiętam już dokładnie jakie.

5/6. Administracja ze spółdzielnią wiedzą że mogą sobie na dużo pozwolić. Mieszkańcy osiedla boją się urzędników i nie znają swoich praw. U teściów w bloku kilka lat temu wyłączono tzw. AZART, który de facto był wydzielonym pasmem kanałów jednej z kablówek z którą władze osiedla miały podpisaną umowę. Płaciło się za to dodatkowe 5 zł do czynszu, a kto chciał mieć więcej programów telewizyjnych, ten podpisywał umowę z kablówką na własną rękę.
Oficjalnie z powodu stale zmniejszającej się liczby użytkowników tego typu usługi, jak również braku dalszej chęci jej świadczenia przez kablówkę. W rzeczywistości - zaraz się przekonacie czemu.
Część mieszkańców zamontowało na balkonach (będących własnością tak jak mieszkanie) swoje prywatne anteny telewizyjne, bo administratorka nie zgodziła się ani na anteny prywatne na dachu ani na antenę zbiorczą na dachu. W ciągu miesiąca dostali wezwanie od administratorki wzywające do usunięcia tych anten, niby ze względów bezpieczeństwa i że mają na to 2 tygodnie, bo inaczej anteny te zostaną usunięte na ich koszt. Był to oczywiście straszak i nic takiego się nie stało. Chodziło tradycyjnie o załatwienie jak największej liczby klientów kablówkom działającym na terenie osiedla. A czemu? W wezwaniu były podane dane kontaktowe do ich przedstawicieli, same zaś wezwania były wysyłane do wszystkich osób które nie miały umowy z tymi operatorami, nawet do tych które nie miały telewizora i anteny na balkonie.
Lwia część mieszkańców się jednak ugięła i teraz muszą płacić za usługi z których w pełni nie korzystają. Jedna z sąsiadek teściów tłumaczyła się że boi się postawić administracji dlatego, bo w razie jakiejś większej awarii kto przyśle do niej fachowca. Są to w większości osoby starsze, dlatego organ administracji ma dla nich tak duże znaczenie (myślenie niestety rodem z czasów PRL gdzie urzędnik wszystko mógł).
Osobną kwestią jest to że mimo likwidacji AZARTu, dalej pobierano te 5 zł. Najpierw tłumaczono że to opłata konieczna za wpuszczenie operatorów kablówek na teren budynku i zapewnienie odbioru telewizji, a gdy po długim chodzeniu sąsiad przekonał spółdzielnię że to jednak bezprawne i można powiadomić o tym odpowiednie organy, opłatę tą ostatecznie zlikwidowano. Niesłusznie pobieranych prawie przez rok opłat jednak nie zwrócono, twierdząc że pójdą one na poczet funduszu remontowego.

10. "Fachowiec" w/w świadectwa kwalifikacyjnego o którym mówisz nie posiadał na 100%.
Świadczy o tym przede wszystkim fakt jak opierał się przed wystawieniem faktury i dokumentacji. Poza tym nawet największy "olewus", który jednak to świadectwo ma, a z różnych powodów partaczy robotę, nie zostawiłby u klienta instalacji w takim stanie.

P.S. Nie daje mi spokoju kwestia jakie zabezpieczenia przedlicznikowe powinny być wykorzystywane w budownictwie wielorodzinnym.
W moim bloku (2007 rok, instalacja do tej pory nie modernizowana) mam wyłącznik B25 ze zintegrowanym RCD.
U teściów (1968 rok, instalacja na klatce schodowej z ok. 2011-2013) jest wyłącznik C20 bez RCD.
Czy oba te rozwiązania są dozwolone czy nie?
Czy jest jakiś przepis nakazujący zapewnienie lokatorowi dostępu do zabezpieczeń przedlicznikowych w sytuacji gdyby np. chciał wyłączyć mieszkanie spod napięcia (np. w przypadku awarii instalacji)?

Awatar użytkownika
opornik
Ekspert
Ekspert
Posty: 3125
Rejestracja: śr lip 23, 2003 22:01
Lokalizacja: Tarnów
Kontakt:

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: opornik » pn cze 10, 2019 21:46

Styks pisze:
pn cze 10, 2019 19:19
W moim bloku (2007 rok, instalacja do tej pory nie modernizowana) mam wyłącznik B25 ze zintegrowanym RCD.
Nie wierzę, że przed licznikiem masz RCD chyba, że piszemy o dwóch różnych pojęciach.
Styks pisze:
pn cze 10, 2019 19:19
U teściów (1968 rok, instalacja na klatce schodowej z ok. 2011-2013) jest wyłącznik C20 bez RCD.
To jest prawdopodobne i możliwe.
Styks pisze:
pn cze 10, 2019 19:19
Czy jest jakiś przepis nakazujący zapewnienie lokatorowi dostępu do zabezpieczeń przedlicznikowych w sytuacji gdyby np. chciał wyłączyć mieszkanie spod napięcia (np. w przypadku awarii instalacji)?
W przypadku zabezpieczenia przedlicznikowego za pomocą wyłącznika serii S nie ma problemu poza jednym faktem. W przypadku spółdzielni lub wspólnoty dostęp do tego zabezpieczenia ma spółdzielniany elektryk który posiada klucz do szachtu. Problem pojawia się w przypadku mieszkania własnościowego ale te sprawy powinna regulować umowa.
ICE In Case of Emergency, w nagłym wypadku.
Karta Ratownicza

Styks
Rozmówca
Rozmówca
Posty: 6
Rejestracja: śr cze 05, 2019 21:40

Elektrycy wynajmowani przez administracje osiedli i spółdzielnie mieszkaniowe

Post autor: Styks » wt cze 11, 2019 10:03

Nie wierzę, że przed licznikiem masz RCD chyba, że piszemy o dwóch różnych pojęciach.
Taki wyłącznik mam przed licznikiem:
https://www.asaj.pl/wycznik-rnicowo-nad ... Id=1171244
Na terenie mojego osiedla zakład energetyczny zleca prace podwykonawcom, możliwe że taki wyłącznik mieli na stanie i podłączyli go bez członu RCD.
To jest prawdopodobne i możliwe.
A bardziej wskazane będzie B20 czy C20?
W przypadku zabezpieczenia przedlicznikowego za pomocą wyłącznika serii S nie ma problemu poza jednym faktem. W przypadku spółdzielni lub wspólnoty dostęp do tego zabezpieczenia ma spółdzielniany elektryk który posiada klucz do szachtu. Problem pojawia się w przypadku mieszkania własnościowego ale te sprawy powinna regulować umowa.
Tu są mieszkania własnościowe zarządzane przez spółdzielnię mieszkaniową. Żadnej wzmianki w umowie o tym nie ma.
A co z względami bezpieczeństwa jak nagle potrzeba wyłączyć napięcie tym zabezpieczeniem? Skoro koniecznie musi być skrzynka bo boją się kradzieży instalacji, to może porobiliby otwory na same wyłączniki żeby w razie potrzeby móc wyłączyć napięcie i żeby jednocześnie nikt nie kradł przewodów?
Aż dziwne że żadne rozporządzenie tego nie reguluje (chyba że się mylę).

ODPOWIEDZ